top
logo


Home
WALCZYĆ DO KOŃCA. PDF Drukuj Email
środa, 30 listopada 2011 07:31

W sobotę 26 listopada 2011r. w Kokotku koło Lublińca odbył się 8 Maraton Komandosa – jedna z najbardziej ekstremalnych imprez biegowych w Polsce. Drużynowo bieg zwyciężyła reprezentacja 18 bielskiego batalionu powietrznodesantowego, a najlepszym z tej drużyny okazał się st.chor. Jarosław Turkowski.

Z chor. Jarosławem Turkowskim rozmawia ppor. Anita SKOWRON

Ile osób wzięło udział w biegu?

Wystartowało około 280 zawodników w tym 15 kobiet. Bieg ukończyły 264 osoby
i sklasyfikowano 35 drużyn.

 

Kto reprezentował 18 batalion i jaka była kolejność na mecie?

Oprócz mnie wystartował jeszcze sierż. Sławomir Musiał – 6 miejsce, st.chor. Mariusz Szostak– 12 miejsce i chor. Robert Kora– 104 miejsce. Z naszej grupy przybiegłem pierwszy z czasem 3 godz. 43 min. Do pierwszego miejsca indywidualnie zabrakło mi jakieś 8 min.

 

Jak na dystans 42 km 200m to chyba niewiele?

Niby tak, ale w tym jest właśnie cały szkopuł. Na jednym z maratonów komandosa różnica pomiędzy pierwszym, a drugim zawodnikiem wynosiła 2 sekundy, więc 8 minut to przy tym kosmos. Żeby nadrobić te parę minut od początku musiałbym biec szybciej, a to radosne tempo mogło by się skończyć wcześniej niż na mecie i byłoby po zabawie. Fizjologii się nie oszuka.

 

Po co odbywają się tego typu biegi? Dla przeciętnego człowieka to niewyobrażalny wysiłek. Nie lepiej siedzieć w weekendowy poranek przed telewizorem i spijać poranną kawę?

Celem takiej imprezy jest umożliwienie i propagowanie współzawodnictwa w ekstremalnych warunkach wśród przedstawicieli służb mundurowych. Dla każdego uczestnika biorącego udział w takim biegu to satysfakcja, sprawdzenie samego siebie, a niejednokrotnie także walka z własnymi słabościami.

Regulamin biegu jest bardzo rygorystyczny i jasno określa warunki wzięcia udziału
w tym maratonie. Więc chyba to nie tylko udział w „jakimś tam” biegu. Myślisz, że to prestiżowa impreza?

Zdecydowanie tak, zwłaszcza wśród służb mundurowych. Nie są to mistrzostwa świata, ale nie o to chodzi. Sama impreza jest zorganizowana z dużym rozmachem, a przepisy różnią się od tych obowiązujących w czasie innych maratonów. Obowiązkowe jest tu umundurowanie, określony rodzaj obuwia (cholewki butów muszą mieć przynajmniej 8 cali wysokości), a plecak wagę minimum 10 kilogramów na całej trasie biegu

 

Na co zwracali uwagę organizatorzy?

Właśnie na obuwie i plecaki. W przypadku niedostosowania się do ustalonych zasad nie dopuszczali zawodników do startu. Miały też miejsce dyskwalifikacje w czasie biegu.

 

W biegu udział wzięli tylko przedstawiciele wojska?

Nie. Startowali żołnierze, policjanci, strażacy, funkcjonariusze straży granicznej, BOR, CBŚ, pracownicy ochrony oraz inni przedstawiciele służb mundurowych z kraju i zagranicy. Byli również cywile, ale wyłącznie na zaproszenie organizatorów.

 

To nie był pierwszy Maraton Komandosa, w którym wzięła udział „Osiemnastka”?

Wystartowaliśmy po raz piąty. Pierwszy raz biegliśmy w czwartej edycji zajmując drużynowo 12-te miejsce, a indywidualnie byliśmy w siódmej dziesiątce co też dawało nam satysfakcję.

 

Zakładałeś od początku, że pobiegniesz tak dobrze?

Wszyscy stawialiśmy na „Mańka” (Mariusz SZOSTAK). Bałem się, żebym nie został z tyłu bo w klasyfikacji drużynowej kolejność przekroczenia mety miała największe znaczenie i nawet jeśli dwójka byłaby z przodu, a trzeci z drużyny gdzieś w środku stawki, szanse na zwycięstwo czy podium byłyby niewielkie.

 

Na czym polega trudność takiego biegu?

Jest wiele czynników. To jest bieg na dwóch pętlach po 21,1 km z plecakiem, który tak naprawdę zaczyna swoje ważyć na drugim okrążeniu. Po około 30 km wychodzą wszystkie bolączki, niedociągnięcia i braki w treningu, a jeśli ktoś źle skalkulował siły i ruszył za mocno na początku to teraz zaczyna tego żałować.

 

Powiedziałeś, że stawialiście na Mariusza. Co zdecydowało o tym, że to jednak Ty przybiegłeś pierwszy?

Dogoniliśmy go na 19-stym km i powiedział, że zaczęły obcierać go buty. To na pewno mocno spowolniło jego bieg. Obawialiśmy się, że stracimy szanse na podium. Byliśmy w trójkę dobrze przygotowani, ale jeśli w połowie maratonu buty zaczynają wpijać się w stopy to ogranicza możliwości biegowe, a każdy krok związany jest z bólem i trzeba naprawdę ogromnego zacięcia żeby dobiec do końca.

Gdyby Mariusz odpuścił, wysiłek całej drużyny poszedłby na marne. Naprawdę WIELKI SZACUNEK dla Niego, że dał radę ukończyć ten bieg w „czubie” grupy.

 

O czym myśli się w czasie tak trudnego, kilkugodzinnego biegu?

Koncentrujesz się głównie na własnym organizmie, na tym żeby trzymać założone tempo i nie dać się wypuścić. Choć w pewnym momencie kiedy na trasie wyprzedziłem jednego z faworytów pomyślałem: „albo on biegnie tak wolno, albo ja tak szybko – może za szybko? …ale trzeba wytrzymać”. To dodało mi jeszcze więcej siły.

 

Jak wygląda przygotowanie do takiego biegu?

Trzeba zwrócić uwagę na dłuższe treningi. To nie jest bieg, który można przebiec z marszu i bez przygotowania tym bardziej że dochodzi dodatkowe obciążenie, więc od początku do końca idzie się na zwiększonym wysiłku. Przygotowanie wiąże się z wielogodzinnymi treningami i takim rozłożeniu sił by starczyło ich na każdy kilometr trasy. …no i płyny. Trzeba zabrać ich tyle ile indywidualnie potrzebujesz bo na trasie punkt odżywczy jest tylko na półmetku. Co do treningów, to założyliśmy ze Sławkiem określony czas, w którym chcielibyśmy się zmieścić w zwykłym sportowym maratonie i w takie tempo szykowaliśmy formę.

 

Zwykły maraton?! Dla przeciętnego człowieka to określenie zupełnie abstrakcyjne. Biegnie się przecież ponad 40km! Czy to może być zwykłe?

Kiedy trenujesz i poświęcasz się czemuś, chcesz być coraz lepszy i wtedy kolejne, takie same starty stają się normalne, dlatego bieg o podwyższonym stopniu trudności daje większą satysfakcję niż inne.

 

A jak reaguje organizm po takim wysiłku?

Każdy reaguje na swój sposób. Na pewno bolą nogi. Ale nie wszystkich… (śmiech). Zaraz po zakończeniu biegu Mariusz Szostak zrzucił buty, a dwie godziny później wziął udział w kolejnym maratonie – pojechał bronić drugiego miejsca w cyklu biegów „Korona Himalajów”. Zrobił to w czasie niewiele ponad 4 godziny.

 

Nie sądzisz, że w czasach komputerów bieganie w kółko po kilka godzin aby o parę minut poprawić swój czas jest niemodne? Niektórzy nawet powiedzieliby, że to strata czasu.

Absolutnie. Jest to jakaś pasja – amatorska oczywiście, ale mocno wciągająca. Chyba właśnie dlatego biegamy. Chcielibyśmy propagować ten styl życia. Czasami może się wydawać, że coraz mniej młodych zawodników pojawia się na starcie, a potencjał choćby wśród naszych żołnierzy jest naprawdę niezły. Wcale nie chodzi o to żeby od razu zajmować miejsca na „pudle” albo biegać maratony poniżej trzech godzin, ale warto zacząć, zasmakować tej rywalizacji z kolegami, ale przede wszystkim z samym sobą. Bieganie to nie tylko wysiłek fizyczny, ale także szlifowanie swojego charakteru i jak już wspomniałem wcześniej, sposób na zwalczanie własnych słabości. To niesamowita satysfakcja kiedy czuje się formę i kiedy przekłada się to na założone cele, a możliwość stania na podium jest ukoronowaniem włożonej pracy i wielu wyrzeczeń.

 

Gratuluje wam zwycięstwa i ogromnej determinacji w treningach. Czego życzy się biegaczom i maratończykom?

Dobre pytanie… Chyba końskiego zdrowia i wytrwałości w treningach.

 

Niech wiec dopisuje Wam KOŃSKIE ZDROWIE, A KOPYTA SAME NIOSĄ
W PRZYSZŁYCH BIEGACH.

 

 

Rozmawiała: ppor. Anita SKOWRON

Zdjęcia: chor. Robert KORA

 

altaltaltaltaltalt

alt

alt
alt

alt

alt

alt

alt

alt

alt

alt


 

bottom